• Łyżwy!

Tak chyba przy okazji Olimpiady wspominam sobie moje podrygi na lodzie. Bo nie wiem czy wiecie, ale w tym roku moje trzydziestoletnie (!) nogi po raz pierwszy stanęły na lodowisku. Upadków jak na razie nie ma, ale do kręcenia piruetów też mi daleko ;). Metoda kroczenia (bo przecież ślizgi to za wysoka półka ;)) nieco nadwyręża moje nogi, muszę z przykrością to stwierdzić. A te bolały po pierwszym razie, oj bolały… 

No ale w końcu przecież trening czyni mistrza, co nie?  ;) Więc jak już pojadę na Narodowy, to będę śmigać!
  • Łyżwy!

Tak chyba przy okazji Olimpiady wspominam sobie moje podrygi na lodzie. Bo nie wiem czy wiecie, ale w tym roku moje trzydziestoletnie (!) nogi po raz pierwszy stanęły na lodowisku. Upadków jak na razie nie ma, ale do kręcenia piruetów też mi daleko ;). Metoda kroczenia (bo przecież ślizgi to za wysoka półka ;)) nieco nadwyręża moje nogi, muszę z przykrością to stwierdzić. A te bolały po pierwszym razie, oj bolały… 

No ale w końcu przecież trening czyni mistrza, co nie?  ;) Więc jak już pojadę na Narodowy, to będę śmigać!
  • Łyżwy!

Tak chyba przy okazji Olimpiady wspominam sobie moje podrygi na lodzie. Bo nie wiem czy wiecie, ale w tym roku moje trzydziestoletnie (!) nogi po raz pierwszy stanęły na lodowisku. Upadków jak na razie nie ma, ale do kręcenia piruetów też mi daleko ;). Metoda kroczenia (bo przecież ślizgi to za wysoka półka ;)) nieco nadwyręża moje nogi, muszę z przykrością to stwierdzić. A te bolały po pierwszym razie, oj bolały… 

No ale w końcu przecież trening czyni mistrza, co nie?  ;) Więc jak już pojadę na Narodowy, to będę śmigać!
  • Łyżwy!

Tak chyba przy okazji Olimpiady wspominam sobie moje podrygi na lodzie. Bo nie wiem czy wiecie, ale w tym roku moje trzydziestoletnie (!) nogi po raz pierwszy stanęły na lodowisku. Upadków jak na razie nie ma, ale do kręcenia piruetów też mi daleko ;). Metoda kroczenia (bo przecież ślizgi to za wysoka półka ;)) nieco nadwyręża moje nogi, muszę z przykrością to stwierdzić. A te bolały po pierwszym razie, oj bolały… 

No ale w końcu przecież trening czyni mistrza, co nie?  ;) Więc jak już pojadę na Narodowy, to będę śmigać!

Łyżwy!

Tak chyba przy okazji Olimpiady wspominam sobie moje podrygi na lodzie. Bo nie wiem czy wiecie, ale w tym roku moje trzydziestoletnie (!) nogi po raz pierwszy stanęły na lodowisku. Upadków jak na razie nie ma, ale do kręcenia piruetów też mi daleko ;). Metoda kroczenia (bo przecież ślizgi to za wysoka półka ;)) nieco nadwyręża moje nogi, muszę z przykrością to stwierdzić. A te bolały po pierwszym razie, oj bolały…

No ale w końcu przecież trening czyni mistrza, co nie? ;) Więc jak już pojadę na Narodowy, to będę śmigać!

  • Warszawa
Zdecydowanie jesteśmy mieszczuchami. Bo kto inny wybrałby się na wycieczkę mocno spacerową w niemalże czterdziestostopniowym upale, bez dostępu do jakichkolwiek zbiorników wodnych? 
Było krótko, ale intensywnie. Chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, chociaż nasze warszawskie szlaki momentami były nieco nietypowe. Zbaczaliśmy  z tras turystycznych, aby zobaczyć Warszawę codzienną i trochę pożyć tym warszawskim, wielkomiejskim życiem. Tutaj będą same ochy i achy. No bo nie ma co ukrywać, mieszamy w wielkiej dziurze (co prawda niemal 215 tysięcznej, ale nadal dziurze), a stolica to stolica. Tutaj nawet poboczne ulice są szersze niż nasza główna ;). Plan był taki: poszwendać się plus obowiązkowe odwiedziny w Koperniku i  na Narodowym oraz parę kulinarnych check-inów (o tych jeszcze napiszę szczegółowo). Wszystko zrealizowane z nawiązką. Najpierw start o 7 rano na Chmielnej, minimum półgodzinny spacerek na śniadanie (obowiązkowe Ministerstwo Kawy, Charlotte i Bułka), zwiedzanie warszawskich ulic, chłodna lemoniada, nocny spacer po Starym Mieście. I wszechobecne Oooo!, jak przystało na prawdziwych turystów niezbyt obytych z europejskimi stolicami ;).
Warszawa urzekła nas do tego stopnia, że szybko pojawiła się myśl - może czas na zmiany? A na razie pozostaje mi pozazdrościć innym ;).
  • Warszawa
Zdecydowanie jesteśmy mieszczuchami. Bo kto inny wybrałby się na wycieczkę mocno spacerową w niemalże czterdziestostopniowym upale, bez dostępu do jakichkolwiek zbiorników wodnych? 
Było krótko, ale intensywnie. Chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, chociaż nasze warszawskie szlaki momentami były nieco nietypowe. Zbaczaliśmy  z tras turystycznych, aby zobaczyć Warszawę codzienną i trochę pożyć tym warszawskim, wielkomiejskim życiem. Tutaj będą same ochy i achy. No bo nie ma co ukrywać, mieszamy w wielkiej dziurze (co prawda niemal 215 tysięcznej, ale nadal dziurze), a stolica to stolica. Tutaj nawet poboczne ulice są szersze niż nasza główna ;). Plan był taki: poszwendać się plus obowiązkowe odwiedziny w Koperniku i  na Narodowym oraz parę kulinarnych check-inów (o tych jeszcze napiszę szczegółowo). Wszystko zrealizowane z nawiązką. Najpierw start o 7 rano na Chmielnej, minimum półgodzinny spacerek na śniadanie (obowiązkowe Ministerstwo Kawy, Charlotte i Bułka), zwiedzanie warszawskich ulic, chłodna lemoniada, nocny spacer po Starym Mieście. I wszechobecne Oooo!, jak przystało na prawdziwych turystów niezbyt obytych z europejskimi stolicami ;).
Warszawa urzekła nas do tego stopnia, że szybko pojawiła się myśl - może czas na zmiany? A na razie pozostaje mi pozazdrościć innym ;).
  • Warszawa
Zdecydowanie jesteśmy mieszczuchami. Bo kto inny wybrałby się na wycieczkę mocno spacerową w niemalże czterdziestostopniowym upale, bez dostępu do jakichkolwiek zbiorników wodnych? 
Było krótko, ale intensywnie. Chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, chociaż nasze warszawskie szlaki momentami były nieco nietypowe. Zbaczaliśmy  z tras turystycznych, aby zobaczyć Warszawę codzienną i trochę pożyć tym warszawskim, wielkomiejskim życiem. Tutaj będą same ochy i achy. No bo nie ma co ukrywać, mieszamy w wielkiej dziurze (co prawda niemal 215 tysięcznej, ale nadal dziurze), a stolica to stolica. Tutaj nawet poboczne ulice są szersze niż nasza główna ;). Plan był taki: poszwendać się plus obowiązkowe odwiedziny w Koperniku i  na Narodowym oraz parę kulinarnych check-inów (o tych jeszcze napiszę szczegółowo). Wszystko zrealizowane z nawiązką. Najpierw start o 7 rano na Chmielnej, minimum półgodzinny spacerek na śniadanie (obowiązkowe Ministerstwo Kawy, Charlotte i Bułka), zwiedzanie warszawskich ulic, chłodna lemoniada, nocny spacer po Starym Mieście. I wszechobecne Oooo!, jak przystało na prawdziwych turystów niezbyt obytych z europejskimi stolicami ;).
Warszawa urzekła nas do tego stopnia, że szybko pojawiła się myśl - może czas na zmiany? A na razie pozostaje mi pozazdrościć innym ;).
  • Warszawa
Zdecydowanie jesteśmy mieszczuchami. Bo kto inny wybrałby się na wycieczkę mocno spacerową w niemalże czterdziestostopniowym upale, bez dostępu do jakichkolwiek zbiorników wodnych? 
Było krótko, ale intensywnie. Chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, chociaż nasze warszawskie szlaki momentami były nieco nietypowe. Zbaczaliśmy  z tras turystycznych, aby zobaczyć Warszawę codzienną i trochę pożyć tym warszawskim, wielkomiejskim życiem. Tutaj będą same ochy i achy. No bo nie ma co ukrywać, mieszamy w wielkiej dziurze (co prawda niemal 215 tysięcznej, ale nadal dziurze), a stolica to stolica. Tutaj nawet poboczne ulice są szersze niż nasza główna ;). Plan był taki: poszwendać się plus obowiązkowe odwiedziny w Koperniku i  na Narodowym oraz parę kulinarnych check-inów (o tych jeszcze napiszę szczegółowo). Wszystko zrealizowane z nawiązką. Najpierw start o 7 rano na Chmielnej, minimum półgodzinny spacerek na śniadanie (obowiązkowe Ministerstwo Kawy, Charlotte i Bułka), zwiedzanie warszawskich ulic, chłodna lemoniada, nocny spacer po Starym Mieście. I wszechobecne Oooo!, jak przystało na prawdziwych turystów niezbyt obytych z europejskimi stolicami ;).
Warszawa urzekła nas do tego stopnia, że szybko pojawiła się myśl - może czas na zmiany? A na razie pozostaje mi pozazdrościć innym ;).
  • Warszawa
Zdecydowanie jesteśmy mieszczuchami. Bo kto inny wybrałby się na wycieczkę mocno spacerową w niemalże czterdziestostopniowym upale, bez dostępu do jakichkolwiek zbiorników wodnych? 
Było krótko, ale intensywnie. Chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, chociaż nasze warszawskie szlaki momentami były nieco nietypowe. Zbaczaliśmy  z tras turystycznych, aby zobaczyć Warszawę codzienną i trochę pożyć tym warszawskim, wielkomiejskim życiem. Tutaj będą same ochy i achy. No bo nie ma co ukrywać, mieszamy w wielkiej dziurze (co prawda niemal 215 tysięcznej, ale nadal dziurze), a stolica to stolica. Tutaj nawet poboczne ulice są szersze niż nasza główna ;). Plan był taki: poszwendać się plus obowiązkowe odwiedziny w Koperniku i  na Narodowym oraz parę kulinarnych check-inów (o tych jeszcze napiszę szczegółowo). Wszystko zrealizowane z nawiązką. Najpierw start o 7 rano na Chmielnej, minimum półgodzinny spacerek na śniadanie (obowiązkowe Ministerstwo Kawy, Charlotte i Bułka), zwiedzanie warszawskich ulic, chłodna lemoniada, nocny spacer po Starym Mieście. I wszechobecne Oooo!, jak przystało na prawdziwych turystów niezbyt obytych z europejskimi stolicami ;).
Warszawa urzekła nas do tego stopnia, że szybko pojawiła się myśl - może czas na zmiany? A na razie pozostaje mi pozazdrościć innym ;).
  • Warszawa
Zdecydowanie jesteśmy mieszczuchami. Bo kto inny wybrałby się na wycieczkę mocno spacerową w niemalże czterdziestostopniowym upale, bez dostępu do jakichkolwiek zbiorników wodnych? 
Było krótko, ale intensywnie. Chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, chociaż nasze warszawskie szlaki momentami były nieco nietypowe. Zbaczaliśmy  z tras turystycznych, aby zobaczyć Warszawę codzienną i trochę pożyć tym warszawskim, wielkomiejskim życiem. Tutaj będą same ochy i achy. No bo nie ma co ukrywać, mieszamy w wielkiej dziurze (co prawda niemal 215 tysięcznej, ale nadal dziurze), a stolica to stolica. Tutaj nawet poboczne ulice są szersze niż nasza główna ;). Plan był taki: poszwendać się plus obowiązkowe odwiedziny w Koperniku i  na Narodowym oraz parę kulinarnych check-inów (o tych jeszcze napiszę szczegółowo). Wszystko zrealizowane z nawiązką. Najpierw start o 7 rano na Chmielnej, minimum półgodzinny spacerek na śniadanie (obowiązkowe Ministerstwo Kawy, Charlotte i Bułka), zwiedzanie warszawskich ulic, chłodna lemoniada, nocny spacer po Starym Mieście. I wszechobecne Oooo!, jak przystało na prawdziwych turystów niezbyt obytych z europejskimi stolicami ;).
Warszawa urzekła nas do tego stopnia, że szybko pojawiła się myśl - może czas na zmiany? A na razie pozostaje mi pozazdrościć innym ;).

Warszawa

Zdecydowanie jesteśmy mieszczuchami. Bo kto inny wybrałby się na wycieczkę mocno spacerową w niemalże czterdziestostopniowym upale, bez dostępu do jakichkolwiek zbiorników wodnych? 

Było krótko, ale intensywnie. Chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, chociaż nasze warszawskie szlaki momentami były nieco nietypowe. Zbaczaliśmy  z tras turystycznych, aby zobaczyć Warszawę codzienną i trochę pożyć tym warszawskim, wielkomiejskim życiem. Tutaj będą same ochy i achy. No bo nie ma co ukrywać, mieszamy w wielkiej dziurze (co prawda niemal 215 tysięcznej, ale nadal dziurze), a stolica to stolica. Tutaj nawet poboczne ulice są szersze niż nasza główna ;). 
Plan był taki: poszwendać się plus obowiązkowe odwiedziny w Koperniku i  na Narodowym oraz parę kulinarnych check-inów (o tych jeszcze napiszę szczegółowo). Wszystko zrealizowane z nawiązką. Najpierw start o 7 rano na Chmielnej, minimum półgodzinny spacerek na śniadanie (obowiązkowe Ministerstwo Kawy, Charlotte i Bułka), zwiedzanie warszawskich ulic, chłodna lemoniada, nocny spacer po Starym Mieście. I wszechobecne Oooo!, jak przystało na prawdziwych turystów niezbyt obytych z europejskimi stolicami ;).

Warszawa urzekła nas do tego stopnia, że szybko pojawiła się myśl - może czas na zmiany? A na razie pozostaje mi pozazdrościć innym ;).

  • Jarmuż

Kto by pomyślał, że my, starzy kulinarni wyjadacze ;), nie będziemy wiedzieć, co to takiego jarmuż i z czym to się je. Nazwa jakby znajoma, ale wyobrażenie zupełnie inne. Bardziej pasowała mi na jakąś bulwę, rzepopodobny korzeń. Nie pytajcie dlaczego, sama nie wiem… Wszystko to jednak tylko do wczoraj (uwaga, tutaj nastąpi moment kulminacyjny ;)), kiedy odwiedziliśmy KatoBazar, wszystko się zmieniło! 
KatoBazar,a raczej KatoBazarek nieco rozczarował. Choć inicjatywa fajna, to jednak pięć stoliczków to trochę mało. Oglądanie zawartości zajęło nam tysiąc razy krócej, niż sam dojazd do Katowic ;). No ale hit bazarku, jarmuż -zakupiony, tak więc wizytę można zaliczyć do udanych. Może nieco bardziej przez ulubioną kawę ze Starbucks’a, ale co tam ;)…

Po szybkiej lekturze internetowych zasobów okazało się, że zielsko jest dosyć popularne. Nawet Jamie Oliver używa go w swojej kuchni, a jak on, to i my musieliśmy spróbować. ;). Podobno jarmuż najlepiej smakuje z orzechami. Wzięliśmy więc garść włoskich i połączyliśmy je z zielskiem na pizzy. Wyszło… Hmm… nieźle, z dużą ilością czosnku smakowało całkiem poprawnie. Ale dobrze że w zanadrzu mieliśmy margharitę z oliwkami. ;) To zdecydowanie uratowało nasz obiad… ;)
  • Jarmuż

Kto by pomyślał, że my, starzy kulinarni wyjadacze ;), nie będziemy wiedzieć, co to takiego jarmuż i z czym to się je. Nazwa jakby znajoma, ale wyobrażenie zupełnie inne. Bardziej pasowała mi na jakąś bulwę, rzepopodobny korzeń. Nie pytajcie dlaczego, sama nie wiem… Wszystko to jednak tylko do wczoraj (uwaga, tutaj nastąpi moment kulminacyjny ;)), kiedy odwiedziliśmy KatoBazar, wszystko się zmieniło! 
KatoBazar,a raczej KatoBazarek nieco rozczarował. Choć inicjatywa fajna, to jednak pięć stoliczków to trochę mało. Oglądanie zawartości zajęło nam tysiąc razy krócej, niż sam dojazd do Katowic ;). No ale hit bazarku, jarmuż -zakupiony, tak więc wizytę można zaliczyć do udanych. Może nieco bardziej przez ulubioną kawę ze Starbucks’a, ale co tam ;)…

Po szybkiej lekturze internetowych zasobów okazało się, że zielsko jest dosyć popularne. Nawet Jamie Oliver używa go w swojej kuchni, a jak on, to i my musieliśmy spróbować. ;). Podobno jarmuż najlepiej smakuje z orzechami. Wzięliśmy więc garść włoskich i połączyliśmy je z zielskiem na pizzy. Wyszło… Hmm… nieźle, z dużą ilością czosnku smakowało całkiem poprawnie. Ale dobrze że w zanadrzu mieliśmy margharitę z oliwkami. ;) To zdecydowanie uratowało nasz obiad… ;)
  • Jarmuż

Kto by pomyślał, że my, starzy kulinarni wyjadacze ;), nie będziemy wiedzieć, co to takiego jarmuż i z czym to się je. Nazwa jakby znajoma, ale wyobrażenie zupełnie inne. Bardziej pasowała mi na jakąś bulwę, rzepopodobny korzeń. Nie pytajcie dlaczego, sama nie wiem… Wszystko to jednak tylko do wczoraj (uwaga, tutaj nastąpi moment kulminacyjny ;)), kiedy odwiedziliśmy KatoBazar, wszystko się zmieniło! 
KatoBazar,a raczej KatoBazarek nieco rozczarował. Choć inicjatywa fajna, to jednak pięć stoliczków to trochę mało. Oglądanie zawartości zajęło nam tysiąc razy krócej, niż sam dojazd do Katowic ;). No ale hit bazarku, jarmuż -zakupiony, tak więc wizytę można zaliczyć do udanych. Może nieco bardziej przez ulubioną kawę ze Starbucks’a, ale co tam ;)…

Po szybkiej lekturze internetowych zasobów okazało się, że zielsko jest dosyć popularne. Nawet Jamie Oliver używa go w swojej kuchni, a jak on, to i my musieliśmy spróbować. ;). Podobno jarmuż najlepiej smakuje z orzechami. Wzięliśmy więc garść włoskich i połączyliśmy je z zielskiem na pizzy. Wyszło… Hmm… nieźle, z dużą ilością czosnku smakowało całkiem poprawnie. Ale dobrze że w zanadrzu mieliśmy margharitę z oliwkami. ;) To zdecydowanie uratowało nasz obiad… ;)

Jarmuż

Kto by pomyślał, że my, starzy kulinarni wyjadacze ;), nie będziemy wiedzieć, co to takiego jarmuż i z czym to się je. Nazwa jakby znajoma, ale wyobrażenie zupełnie inne. Bardziej pasowała mi na jakąś bulwę, rzepopodobny korzeń. Nie pytajcie dlaczego, sama nie wiem… Wszystko to jednak tylko do wczoraj (uwaga, tutaj nastąpi moment kulminacyjny ;)), kiedy odwiedziliśmy KatoBazar, wszystko się zmieniło! KatoBazar,a raczej KatoBazarek nieco rozczarował. Choć inicjatywa fajna, to jednak pięć stoliczków to trochę mało. Oglądanie zawartości zajęło nam tysiąc razy krócej, niż sam dojazd do Katowic ;). No ale hit bazarku, jarmuż -zakupiony, tak więc wizytę można zaliczyć do udanych. Może nieco bardziej przez ulubioną kawę ze Starbucks’a, ale co tam ;)…

Po szybkiej lekturze internetowych zasobów okazało się, że zielsko jest dosyć popularne. Nawet Jamie Oliver używa go w swojej kuchni, a jak on, to i my musieliśmy spróbować. ;). Podobno jarmuż najlepiej smakuje z orzechami. Wzięliśmy więc garść włoskich i połączyliśmy je z zielskiem na pizzy. Wyszło… Hmm… nieźle, z dużą ilością czosnku smakowało całkiem poprawnie. Ale dobrze że w zanadrzu mieliśmy margharitę z oliwkami. ;) To zdecydowanie uratowało nasz obiad… ;)

1 2 3 4 5