• Tylko Metro!
Już tak mam, że jak sobie coś wymyślę to nie odpuszczę do momentu, aż mój pomysł się zrealizuje. Tak było również w przypadku tych płytek. Miały być białe, miały być podłużne, lekko fazowane, błyszczące.  Piękne zgrabne płyteczki Metro. No i co? Pomimo że maga popularne to jeszcze pół roku temu w okolicy ze świecą trzeba ich było szukać. W marketach budowlanych nie mieli (a teraz mają i to mega tanie ;)) a poproszeni o pomoc pracownicy w ogóle nie wiedzieli o jaki typ kafelków nam chodzi. Złaziliśmy więc z pół Katowic zahaczając o miejsca, które swoim wyglądem nie sugerowały nawet, jakie skarby kryją się w środku. I to skarby prawie w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo płytki mieli i owszem, sprowadzane prosto z Hiszpanii, na zamówienie, za niebagatelną cenę ponad 200 zł za m2. A że na zakupy wybraliśmy się akurat w okresie przedświątecznym, to dodatkowo teoretyczny termin dostawy wydłużył się że ho ho (a ja w końcu z tych niecierpliwych ;)). Poza tym nie można było wyoglądać, pomacać. Więc szukaliśmy dalej. No i dalej nie było nic. To znaczy było albo mega duże idealne do łazienki w kosmicznych cenach, albo zupełnie nie w kształcie o który nam chodziło. Aż tu nagle, niepozornie, koło Ikea natknęliśmy się na Domusa, gdzie piękne białe, błyszczące, w idealnym rozmiarze (10*20 cm) hiszpańskie płytki metro nabyliśmy za…. niespełna 75 zł za metr. Idealnie! Kładło się chyba dobrze, tylko jeden był uszczerbiony, na ścianie z białą fugą prezentują się pięknie. No! I już nie mogę doczekać się efektu końcowego!
  • Tylko Metro!
Już tak mam, że jak sobie coś wymyślę to nie odpuszczę do momentu, aż mój pomysł się zrealizuje. Tak było również w przypadku tych płytek. Miały być białe, miały być podłużne, lekko fazowane, błyszczące.  Piękne zgrabne płyteczki Metro. No i co? Pomimo że maga popularne to jeszcze pół roku temu w okolicy ze świecą trzeba ich było szukać. W marketach budowlanych nie mieli (a teraz mają i to mega tanie ;)) a poproszeni o pomoc pracownicy w ogóle nie wiedzieli o jaki typ kafelków nam chodzi. Złaziliśmy więc z pół Katowic zahaczając o miejsca, które swoim wyglądem nie sugerowały nawet, jakie skarby kryją się w środku. I to skarby prawie w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo płytki mieli i owszem, sprowadzane prosto z Hiszpanii, na zamówienie, za niebagatelną cenę ponad 200 zł za m2. A że na zakupy wybraliśmy się akurat w okresie przedświątecznym, to dodatkowo teoretyczny termin dostawy wydłużył się że ho ho (a ja w końcu z tych niecierpliwych ;)). Poza tym nie można było wyoglądać, pomacać. Więc szukaliśmy dalej. No i dalej nie było nic. To znaczy było albo mega duże idealne do łazienki w kosmicznych cenach, albo zupełnie nie w kształcie o który nam chodziło. Aż tu nagle, niepozornie, koło Ikea natknęliśmy się na Domusa, gdzie piękne białe, błyszczące, w idealnym rozmiarze (10*20 cm) hiszpańskie płytki metro nabyliśmy za…. niespełna 75 zł za metr. Idealnie! Kładło się chyba dobrze, tylko jeden był uszczerbiony, na ścianie z białą fugą prezentują się pięknie. No! I już nie mogę doczekać się efektu końcowego!

Tylko Metro!

Już tak mam, że jak sobie coś wymyślę to nie odpuszczę do momentu, aż mój pomysł się zrealizuje. Tak było również w przypadku tych płytek. Miały być białe, miały być podłużne, lekko fazowane, błyszczące.  Piękne zgrabne płyteczki Metro. No i co? Pomimo że maga popularne to jeszcze pół roku temu w okolicy ze świecą trzeba ich było szukać. W marketach budowlanych nie mieli (a teraz mają i to mega tanie ;)) a poproszeni o pomoc pracownicy w ogóle nie wiedzieli o jaki typ kafelków nam chodzi. Złaziliśmy więc z pół Katowic zahaczając o miejsca, które swoim wyglądem nie sugerowały nawet, jakie skarby kryją się w środku. I to skarby prawie w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo płytki mieli i owszem, sprowadzane prosto z Hiszpanii, na zamówienie, za niebagatelną cenę ponad 200 zł za m2. A że na zakupy wybraliśmy się akurat w okresie przedświątecznym, to dodatkowo teoretyczny termin dostawy wydłużył się że ho ho (a ja w końcu z tych niecierpliwych ;)). Poza tym nie można było wyoglądać, pomacać. Więc szukaliśmy dalej. No i dalej nie było nic. To znaczy było albo mega duże idealne do łazienki w kosmicznych cenach, albo zupełnie nie w kształcie o który nam chodziło. Aż tu nagle, niepozornie, koło Ikea natknęliśmy się na Domusa, gdzie piękne białe, błyszczące, w idealnym rozmiarze (10*20 cm) hiszpańskie płytki metro nabyliśmy za…. niespełna 75 zł za metr. Idealnie! Kładło się chyba dobrze, tylko jeden był uszczerbiony, na ścianie z białą fugą prezentują się pięknie. No! I już nie mogę doczekać się efektu końcowego!

Remont w toku
Gdyby nie fakt, że w kolejce czeka łazienka i sypialnia, szczerze wyznałabym, że ostatni w moim życiu. No nie nadaję się do tego i tyle! (tego=siedzenia i czekania, bo resztę robi za nas majster od remontów, może nieco powolny, ale jednak na rzeczy się zna nieco bardziej niż ja [pomimo faktu, że oniegdaj zdarzyło mi się wygipsować i wygładzić ściany oraz elegancko je pomalować]) Moja przestrzeń życiowa drastycznie skurczyła się do 2m2 i zdecydowanie stwierdzam, że życie w bunkrze to jednak nie dla mnie ;). Zewsząd atakują mnie rzeczy! Ale za to powoli zaczynam przestawać się dziwić, że rano budzę się np. koło łyżki cedzakowej ;), oł jeeee! Mówię wam, przeżycia niezapomniane! Ale w sumie nie licząc kilku minusów:
poparzonej wrzątkiem twarzy w wyniku gotowania nie u siebie (nie żebym u siebie była jakoś szczególnie ostrożna, ale szkód zdecydowanie jest mniej)
zawalonej szafy, dzięki czemu od trzech tygodni za ubranie służą mi jedne portki i trzy podkoszulki
braku prania (chociaż to akurat mogłabym uznać za plus, gdyby nie fakt że pranie to jedyna z domowych prac, które w miarę lubię ;), bo przecież jak wypiorę to i tak się ubrudzi
braku jakiegokolwiek ruchu w skutek czego wręcz czuję że tyję (serio!)
ogólnego wszechpanującego bajzlu i dyskomfortu
psiego niezadowolenia
drastycznego uszczuplenia portfela
to nawet nie jest źle ;)
via https://dayone.me/txBz4v

Remont w toku

Gdyby nie fakt, że w kolejce czeka łazienka i sypialnia, szczerze wyznałabym, że ostatni w moim życiu. No nie nadaję się do tego i tyle! (tego=siedzenia i czekania, bo resztę robi za nas majster od remontów, może nieco powolny, ale jednak na rzeczy się zna nieco bardziej niż ja [pomimo faktu, że oniegdaj zdarzyło mi się wygipsować i wygładzić ściany oraz elegancko je pomalować]) Moja przestrzeń życiowa drastycznie skurczyła się do 2m2 i zdecydowanie stwierdzam, że życie w bunkrze to jednak nie dla mnie ;). Zewsząd atakują mnie rzeczy! Ale za to powoli zaczynam przestawać się dziwić, że rano budzę się np. koło łyżki cedzakowej ;), oł jeeee! Mówię wam, przeżycia niezapomniane! Ale w sumie nie licząc kilku minusów:

  • poparzonej wrzątkiem twarzy w wyniku gotowania nie u siebie (nie żebym u siebie była jakoś szczególnie ostrożna, ale szkód zdecydowanie jest mniej)
  • zawalonej szafy, dzięki czemu od trzech tygodni za ubranie służą mi jedne portki i trzy podkoszulki
  • braku prania (chociaż to akurat mogłabym uznać za plus, gdyby nie fakt że pranie to jedyna z domowych prac, które w miarę lubię ;), bo przecież jak wypiorę to i tak się ubrudzi
  • braku jakiegokolwiek ruchu w skutek czego wręcz czuję że tyję (serio!)
  • ogólnego wszechpanującego bajzlu i dyskomfortu
  • psiego niezadowolenia
  • drastycznego uszczuplenia portfela

to nawet nie jest źle ;)

via https://dayone.me/txBz4v

Muffiny z truskawkami
Sezon truskawkowy w pełni, chociaż nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek z końcem maja jadła truskawki codziennie - na śniadanie, obiad i kolację ;). Więc już pora na przetwarzanie i wypieki. Cudowne ciasto drożdżowe z rabarbarem i truskawkami już było, teraz pora na muffiny i sprawdzony przepis, jeszcze z czasów Knedlika…Bo robi się je ekspresowo, w kuchni nie ma armagedonu, a smakują rewelacyjnie. Tak naprawdę w ciasto włożyć możecie wszystkie letnie owoce. Przepis przetestowany z jagodą, borówką, rabarbarem i maliną. No i teraz z truskawką.
Tak więc czas na  składniki (standardowa blacha, 12 sztuk, czasami ciut więcej ;)):
2 szklanki mąki pszennej (u mnie typ 450)
3/4 szklanki cukru
1/2 szklanki oleju
2 jajka
1/2 szklanki śmietany kremówki
1/2 szklanki mleka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
truskawki pokrojone w ćwiartki (tak około 400 g)
Wykonanie standardowe jak w przypadku wszystkich muffinek. Osobno mieszamy suche składniki (mąkę, cukier, proszek, sodę), osobno mokre (mleko, olej, śmietana, roztrzepane jajka), następnie łączymy ze sobą. Na koniec dodajemy truskawki. Ciasto nakładamy do papilotek, pieczemy w nagrzanym do 190 st. C piekarnika przez około 25 minut.

Muffiny z truskawkami

Sezon truskawkowy w pełni, chociaż nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek z końcem maja jadła truskawki codziennie - na śniadanie, obiad i kolację ;). Więc już pora na przetwarzanie i wypieki. Cudowne ciasto drożdżowe z rabarbarem i truskawkami już było, teraz pora na muffiny i sprawdzony przepis, jeszcze z czasów Knedlika…Bo robi się je ekspresowo, w kuchni nie ma armagedonu, a smakują rewelacyjnie. Tak naprawdę w ciasto włożyć możecie wszystkie letnie owoce. Przepis przetestowany z jagodą, borówką, rabarbarem i maliną. No i teraz z truskawką.

Tak więc czas na  składniki (standardowa blacha, 12 sztuk, czasami ciut więcej ;)):

  • 2 szklanki mąki pszennej (u mnie typ 450)
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki oleju
  • 2 jajka
  • 1/2 szklanki śmietany kremówki
  • 1/2 szklanki mleka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • truskawki pokrojone w ćwiartki (tak około 400 g)

Wykonanie standardowe jak w przypadku wszystkich muffinek. Osobno mieszamy suche składniki (mąkę, cukier, proszek, sodę), osobno mokre (mleko, olej, śmietana, roztrzepane jajka), następnie łączymy ze sobą. Na koniec dodajemy truskawki. Ciasto nakładamy do papilotek, pieczemy w nagrzanym do 190 st. C piekarnika przez około 25 minut.

1 2 3 4 5