Powroty
Dawno nie piekłam chleba. Tak dawno, że nawet zakwas zdążył umrzeć śmiercią naturalną. Ale żeby być trendy, eko i bardzo na czasie ;) zakwas zreaktywowałam. Pomimo młodego wieku i małej żywotności (jakoś nie uciekał mi ze słoika jak poprzedni, który w celu uniknięcia katastrofy musiałam wstawiać do wanny), dał chłopak radę i po pięciu dniach cieszyłam się już pięknym i mega pachnącym bochenkiem. Kanapka z serem, pomidorem, ogórkiem i rukolą nie smakowała mi tak już dawno! Teraz to już będę mega trendy, bo zamierzam chleb piec częściej. I też będę chwalić się SWOIM zakwasem. Muszę jeszcze tylko męża namówić, żeby urządził nam małą sesję fotograficzną ;).
Przepis jest bardzo, bardzo,bardzo prosty. Bez zbędnego zagniatania. Wystarczą składniki, zakwas i  garnek żeliwny odpowiednich rozmiarów. Ja mam akurat 3 litrowego SENIORA z Ikea, który jest idealny. 
Chleb codzienny z kminkiem
400 g mąki pszennej chlebowej
50 g mąki żytniej pełnoziarnistej
2 łyżki zakwasu żytniego
4 g świeżych drożdży (dodajemy jeśli zakwas jest młody)
300 ml wody niechlorowanej
1,5 łyżeczki soli
1 łyżeczka kminku
Wszystkie składniki wymieszać za pomocą łyżki, przykryć ściereczką, pozostawić na noc. Uformować bochenek, ciasto wyłożyć na obsypaną mąką ściereczkę, włożyć do okrągłej miski. Pozostawić do wyrośnięcia na godzinę.
W międzyczasie wstawić garnek żeliwny razem z pokrywką do piekarnika nagrzanego do 250 st. C (garnek powinien rozgrzewać się minimum 30 minut). Kiedy ciasto będzie wyrośnięte, przełożyć ostrożnie do garnka, przykryć pokrywką i piec 20 minut. Po tym czasie zdjąć pokrywkę i piec kolejne 20 minut. Upieczony bochenek ostudzić na kratce.

Powroty

Dawno nie piekłam chleba. Tak dawno, że nawet zakwas zdążył umrzeć śmiercią naturalną. Ale żeby być trendy, eko i bardzo na czasie ;) zakwas zreaktywowałam. Pomimo młodego wieku i małej żywotności (jakoś nie uciekał mi ze słoika jak poprzedni, który w celu uniknięcia katastrofy musiałam wstawiać do wanny), dał chłopak radę i po pięciu dniach cieszyłam się już pięknym i mega pachnącym bochenkiem. Kanapka z serem, pomidorem, ogórkiem i rukolą nie smakowała mi tak już dawno! Teraz to już będę mega trendy, bo zamierzam chleb piec częściej. I też będę chwalić się SWOIM zakwasem. Muszę jeszcze tylko męża namówić, żeby urządził nam małą sesję fotograficzną ;).

Przepis jest bardzo, bardzo,bardzo prosty. Bez zbędnego zagniatania. Wystarczą składniki, zakwas i  garnek żeliwny odpowiednich rozmiarów. Ja mam akurat 3 litrowego SENIORA z Ikea, który jest idealny. 

Chleb codzienny z kminkiem

  • 400 g mąki pszennej chlebowej
  • 50 g mąki żytniej pełnoziarnistej
  • 2 łyżki zakwasu żytniego
  • 4 g świeżych drożdży (dodajemy jeśli zakwas jest młody)
  • 300 ml wody niechlorowanej
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka kminku

Wszystkie składniki wymieszać za pomocą łyżki, przykryć ściereczką, pozostawić na noc. Uformować bochenek, ciasto wyłożyć na obsypaną mąką ściereczkę, włożyć do okrągłej miski. Pozostawić do wyrośnięcia na godzinę.

W międzyczasie wstawić garnek żeliwny razem z pokrywką do piekarnika nagrzanego do 250 st. C (garnek powinien rozgrzewać się minimum 30 minut). Kiedy ciasto będzie wyrośnięte, przełożyć ostrożnie do garnka, przykryć pokrywką i piec 20 minut. Po tym czasie zdjąć pokrywkę i piec kolejne 20 minut. Upieczony bochenek ostudzić na kratce.

  • Balkonowe historie
Na naszym balkonie zaszły zmiany.Wielkie zmiany, chociaż poszaleć zbytnio tak naprawdę nie mogliśmy. Niespełna 3 m2 baaaardzo nierównej powierzchni ciężko jest zagospodarować. Strategię balkonowej odmiany opracowaliśmy jeszcze zimą. W zamierzeniu miało być ładnie (!), czysto, przytulnie, z miejscem do siedzenia, kolorowo i bardzo zielono. Zamarzył mi się taki mały ogródek, pełen ziół i kwiatów. Ale zapomniałam, że okno mamy południowe i większość moich roślinek nie przetrwało pierwszych intensywnie słonecznych dni. Na razie dzielnie trzymają się tylko pelargonie ;/. Chucham i dmucham na nasturcje, miętę, bazylię, cukinię i pomidory. I czekam…  Kurs niedzielnego ogrodnika pilnie poszukiwany! ;)
Balkon generalnie mamy w stanie opłakanym. Planując remont mieliśmy nadzieję, że pod stosami linoleum będzie po prostu brudno. Okazało się jednak, że podłoga nam pęka ;). Na razie jeszcze się nie sypie, więc plan jest taki, że wpisujemy się na wspólnotową listę oczekujących i czekamy. A na razie zakrywamy wszystko co się da. 
Najpierw szybkie malowanie farbą fasadową, co prawda znacznie droższą od normalnej, ale przynajmniej odporną na szorowanie (Po oknami mamy tak rozjeżdżone drogi i chodniki, że okna myć powinnam co dwa tygodnie, więc biała ściana też nie utrzymuje się długo…).Potem czas przyszedł na podłogę. Zdecydowaliśmy się przykryć ją drewnianymi panelami z IKEA, Szybkie do ułożenia i łatwe do przycięcia. A oto i proces układania, małżonek w akcji ;)



Na balustradzie zostawiliśmy wierzbowe wiązki. Z wyborem mebli nie mieliśmy zbytniego problemu. Po pierwsze ze względu na niewielką powierzchnię gabaryty nie mogły być duże, a co za tym idzie wybór też nie był zbyt wielki, po drugie podobały nam się meble drewniane. Z pomocą znów przyszła Ikea i seria ÄPPLARÖ. Panel na ścianę z półką, mała otwierana skrzynia, która służy nam jako siedzisko i mały taboret-stolik. Do tego parę gadżetów i…. oświetlenie solarne! Ha! Może nieco kiczowate, ale w nocy wygląda bosko i dodaje całości fajnego charakteru. 


Jak widać na załączonych obrazkach, wszyscy są zadowoleni. Pies w siódmym niebie, czyli chyba dobrze ;)
  • Balkonowe historie
Na naszym balkonie zaszły zmiany.Wielkie zmiany, chociaż poszaleć zbytnio tak naprawdę nie mogliśmy. Niespełna 3 m2 baaaardzo nierównej powierzchni ciężko jest zagospodarować. Strategię balkonowej odmiany opracowaliśmy jeszcze zimą. W zamierzeniu miało być ładnie (!), czysto, przytulnie, z miejscem do siedzenia, kolorowo i bardzo zielono. Zamarzył mi się taki mały ogródek, pełen ziół i kwiatów. Ale zapomniałam, że okno mamy południowe i większość moich roślinek nie przetrwało pierwszych intensywnie słonecznych dni. Na razie dzielnie trzymają się tylko pelargonie ;/. Chucham i dmucham na nasturcje, miętę, bazylię, cukinię i pomidory. I czekam…  Kurs niedzielnego ogrodnika pilnie poszukiwany! ;)
Balkon generalnie mamy w stanie opłakanym. Planując remont mieliśmy nadzieję, że pod stosami linoleum będzie po prostu brudno. Okazało się jednak, że podłoga nam pęka ;). Na razie jeszcze się nie sypie, więc plan jest taki, że wpisujemy się na wspólnotową listę oczekujących i czekamy. A na razie zakrywamy wszystko co się da. 
Najpierw szybkie malowanie farbą fasadową, co prawda znacznie droższą od normalnej, ale przynajmniej odporną na szorowanie (Po oknami mamy tak rozjeżdżone drogi i chodniki, że okna myć powinnam co dwa tygodnie, więc biała ściana też nie utrzymuje się długo…).Potem czas przyszedł na podłogę. Zdecydowaliśmy się przykryć ją drewnianymi panelami z IKEA, Szybkie do ułożenia i łatwe do przycięcia. A oto i proces układania, małżonek w akcji ;)



Na balustradzie zostawiliśmy wierzbowe wiązki. Z wyborem mebli nie mieliśmy zbytniego problemu. Po pierwsze ze względu na niewielką powierzchnię gabaryty nie mogły być duże, a co za tym idzie wybór też nie był zbyt wielki, po drugie podobały nam się meble drewniane. Z pomocą znów przyszła Ikea i seria ÄPPLARÖ. Panel na ścianę z półką, mała otwierana skrzynia, która służy nam jako siedzisko i mały taboret-stolik. Do tego parę gadżetów i…. oświetlenie solarne! Ha! Może nieco kiczowate, ale w nocy wygląda bosko i dodaje całości fajnego charakteru. 


Jak widać na załączonych obrazkach, wszyscy są zadowoleni. Pies w siódmym niebie, czyli chyba dobrze ;)
  • Balkonowe historie
Na naszym balkonie zaszły zmiany.Wielkie zmiany, chociaż poszaleć zbytnio tak naprawdę nie mogliśmy. Niespełna 3 m2 baaaardzo nierównej powierzchni ciężko jest zagospodarować. Strategię balkonowej odmiany opracowaliśmy jeszcze zimą. W zamierzeniu miało być ładnie (!), czysto, przytulnie, z miejscem do siedzenia, kolorowo i bardzo zielono. Zamarzył mi się taki mały ogródek, pełen ziół i kwiatów. Ale zapomniałam, że okno mamy południowe i większość moich roślinek nie przetrwało pierwszych intensywnie słonecznych dni. Na razie dzielnie trzymają się tylko pelargonie ;/. Chucham i dmucham na nasturcje, miętę, bazylię, cukinię i pomidory. I czekam…  Kurs niedzielnego ogrodnika pilnie poszukiwany! ;)
Balkon generalnie mamy w stanie opłakanym. Planując remont mieliśmy nadzieję, że pod stosami linoleum będzie po prostu brudno. Okazało się jednak, że podłoga nam pęka ;). Na razie jeszcze się nie sypie, więc plan jest taki, że wpisujemy się na wspólnotową listę oczekujących i czekamy. A na razie zakrywamy wszystko co się da. 
Najpierw szybkie malowanie farbą fasadową, co prawda znacznie droższą od normalnej, ale przynajmniej odporną na szorowanie (Po oknami mamy tak rozjeżdżone drogi i chodniki, że okna myć powinnam co dwa tygodnie, więc biała ściana też nie utrzymuje się długo…).Potem czas przyszedł na podłogę. Zdecydowaliśmy się przykryć ją drewnianymi panelami z IKEA, Szybkie do ułożenia i łatwe do przycięcia. A oto i proces układania, małżonek w akcji ;)



Na balustradzie zostawiliśmy wierzbowe wiązki. Z wyborem mebli nie mieliśmy zbytniego problemu. Po pierwsze ze względu na niewielką powierzchnię gabaryty nie mogły być duże, a co za tym idzie wybór też nie był zbyt wielki, po drugie podobały nam się meble drewniane. Z pomocą znów przyszła Ikea i seria ÄPPLARÖ. Panel na ścianę z półką, mała otwierana skrzynia, która służy nam jako siedzisko i mały taboret-stolik. Do tego parę gadżetów i…. oświetlenie solarne! Ha! Może nieco kiczowate, ale w nocy wygląda bosko i dodaje całości fajnego charakteru. 


Jak widać na załączonych obrazkach, wszyscy są zadowoleni. Pies w siódmym niebie, czyli chyba dobrze ;)
  • Balkonowe historie
Na naszym balkonie zaszły zmiany.Wielkie zmiany, chociaż poszaleć zbytnio tak naprawdę nie mogliśmy. Niespełna 3 m2 baaaardzo nierównej powierzchni ciężko jest zagospodarować. Strategię balkonowej odmiany opracowaliśmy jeszcze zimą. W zamierzeniu miało być ładnie (!), czysto, przytulnie, z miejscem do siedzenia, kolorowo i bardzo zielono. Zamarzył mi się taki mały ogródek, pełen ziół i kwiatów. Ale zapomniałam, że okno mamy południowe i większość moich roślinek nie przetrwało pierwszych intensywnie słonecznych dni. Na razie dzielnie trzymają się tylko pelargonie ;/. Chucham i dmucham na nasturcje, miętę, bazylię, cukinię i pomidory. I czekam…  Kurs niedzielnego ogrodnika pilnie poszukiwany! ;)
Balkon generalnie mamy w stanie opłakanym. Planując remont mieliśmy nadzieję, że pod stosami linoleum będzie po prostu brudno. Okazało się jednak, że podłoga nam pęka ;). Na razie jeszcze się nie sypie, więc plan jest taki, że wpisujemy się na wspólnotową listę oczekujących i czekamy. A na razie zakrywamy wszystko co się da. 
Najpierw szybkie malowanie farbą fasadową, co prawda znacznie droższą od normalnej, ale przynajmniej odporną na szorowanie (Po oknami mamy tak rozjeżdżone drogi i chodniki, że okna myć powinnam co dwa tygodnie, więc biała ściana też nie utrzymuje się długo…).Potem czas przyszedł na podłogę. Zdecydowaliśmy się przykryć ją drewnianymi panelami z IKEA, Szybkie do ułożenia i łatwe do przycięcia. A oto i proces układania, małżonek w akcji ;)



Na balustradzie zostawiliśmy wierzbowe wiązki. Z wyborem mebli nie mieliśmy zbytniego problemu. Po pierwsze ze względu na niewielką powierzchnię gabaryty nie mogły być duże, a co za tym idzie wybór też nie był zbyt wielki, po drugie podobały nam się meble drewniane. Z pomocą znów przyszła Ikea i seria ÄPPLARÖ. Panel na ścianę z półką, mała otwierana skrzynia, która służy nam jako siedzisko i mały taboret-stolik. Do tego parę gadżetów i…. oświetlenie solarne! Ha! Może nieco kiczowate, ale w nocy wygląda bosko i dodaje całości fajnego charakteru. 


Jak widać na załączonych obrazkach, wszyscy są zadowoleni. Pies w siódmym niebie, czyli chyba dobrze ;)
  • Balkonowe historie
Na naszym balkonie zaszły zmiany.Wielkie zmiany, chociaż poszaleć zbytnio tak naprawdę nie mogliśmy. Niespełna 3 m2 baaaardzo nierównej powierzchni ciężko jest zagospodarować. Strategię balkonowej odmiany opracowaliśmy jeszcze zimą. W zamierzeniu miało być ładnie (!), czysto, przytulnie, z miejscem do siedzenia, kolorowo i bardzo zielono. Zamarzył mi się taki mały ogródek, pełen ziół i kwiatów. Ale zapomniałam, że okno mamy południowe i większość moich roślinek nie przetrwało pierwszych intensywnie słonecznych dni. Na razie dzielnie trzymają się tylko pelargonie ;/. Chucham i dmucham na nasturcje, miętę, bazylię, cukinię i pomidory. I czekam…  Kurs niedzielnego ogrodnika pilnie poszukiwany! ;)
Balkon generalnie mamy w stanie opłakanym. Planując remont mieliśmy nadzieję, że pod stosami linoleum będzie po prostu brudno. Okazało się jednak, że podłoga nam pęka ;). Na razie jeszcze się nie sypie, więc plan jest taki, że wpisujemy się na wspólnotową listę oczekujących i czekamy. A na razie zakrywamy wszystko co się da. 
Najpierw szybkie malowanie farbą fasadową, co prawda znacznie droższą od normalnej, ale przynajmniej odporną na szorowanie (Po oknami mamy tak rozjeżdżone drogi i chodniki, że okna myć powinnam co dwa tygodnie, więc biała ściana też nie utrzymuje się długo…).Potem czas przyszedł na podłogę. Zdecydowaliśmy się przykryć ją drewnianymi panelami z IKEA, Szybkie do ułożenia i łatwe do przycięcia. A oto i proces układania, małżonek w akcji ;)



Na balustradzie zostawiliśmy wierzbowe wiązki. Z wyborem mebli nie mieliśmy zbytniego problemu. Po pierwsze ze względu na niewielką powierzchnię gabaryty nie mogły być duże, a co za tym idzie wybór też nie był zbyt wielki, po drugie podobały nam się meble drewniane. Z pomocą znów przyszła Ikea i seria ÄPPLARÖ. Panel na ścianę z półką, mała otwierana skrzynia, która służy nam jako siedzisko i mały taboret-stolik. Do tego parę gadżetów i…. oświetlenie solarne! Ha! Może nieco kiczowate, ale w nocy wygląda bosko i dodaje całości fajnego charakteru. 


Jak widać na załączonych obrazkach, wszyscy są zadowoleni. Pies w siódmym niebie, czyli chyba dobrze ;)
  • Balkonowe historie
Na naszym balkonie zaszły zmiany.Wielkie zmiany, chociaż poszaleć zbytnio tak naprawdę nie mogliśmy. Niespełna 3 m2 baaaardzo nierównej powierzchni ciężko jest zagospodarować. Strategię balkonowej odmiany opracowaliśmy jeszcze zimą. W zamierzeniu miało być ładnie (!), czysto, przytulnie, z miejscem do siedzenia, kolorowo i bardzo zielono. Zamarzył mi się taki mały ogródek, pełen ziół i kwiatów. Ale zapomniałam, że okno mamy południowe i większość moich roślinek nie przetrwało pierwszych intensywnie słonecznych dni. Na razie dzielnie trzymają się tylko pelargonie ;/. Chucham i dmucham na nasturcje, miętę, bazylię, cukinię i pomidory. I czekam…  Kurs niedzielnego ogrodnika pilnie poszukiwany! ;)
Balkon generalnie mamy w stanie opłakanym. Planując remont mieliśmy nadzieję, że pod stosami linoleum będzie po prostu brudno. Okazało się jednak, że podłoga nam pęka ;). Na razie jeszcze się nie sypie, więc plan jest taki, że wpisujemy się na wspólnotową listę oczekujących i czekamy. A na razie zakrywamy wszystko co się da. 
Najpierw szybkie malowanie farbą fasadową, co prawda znacznie droższą od normalnej, ale przynajmniej odporną na szorowanie (Po oknami mamy tak rozjeżdżone drogi i chodniki, że okna myć powinnam co dwa tygodnie, więc biała ściana też nie utrzymuje się długo…).Potem czas przyszedł na podłogę. Zdecydowaliśmy się przykryć ją drewnianymi panelami z IKEA, Szybkie do ułożenia i łatwe do przycięcia. A oto i proces układania, małżonek w akcji ;)



Na balustradzie zostawiliśmy wierzbowe wiązki. Z wyborem mebli nie mieliśmy zbytniego problemu. Po pierwsze ze względu na niewielką powierzchnię gabaryty nie mogły być duże, a co za tym idzie wybór też nie był zbyt wielki, po drugie podobały nam się meble drewniane. Z pomocą znów przyszła Ikea i seria ÄPPLARÖ. Panel na ścianę z półką, mała otwierana skrzynia, która służy nam jako siedzisko i mały taboret-stolik. Do tego parę gadżetów i…. oświetlenie solarne! Ha! Może nieco kiczowate, ale w nocy wygląda bosko i dodaje całości fajnego charakteru. 


Jak widać na załączonych obrazkach, wszyscy są zadowoleni. Pies w siódmym niebie, czyli chyba dobrze ;)
  • Balkonowe historie
Na naszym balkonie zaszły zmiany.Wielkie zmiany, chociaż poszaleć zbytnio tak naprawdę nie mogliśmy. Niespełna 3 m2 baaaardzo nierównej powierzchni ciężko jest zagospodarować. Strategię balkonowej odmiany opracowaliśmy jeszcze zimą. W zamierzeniu miało być ładnie (!), czysto, przytulnie, z miejscem do siedzenia, kolorowo i bardzo zielono. Zamarzył mi się taki mały ogródek, pełen ziół i kwiatów. Ale zapomniałam, że okno mamy południowe i większość moich roślinek nie przetrwało pierwszych intensywnie słonecznych dni. Na razie dzielnie trzymają się tylko pelargonie ;/. Chucham i dmucham na nasturcje, miętę, bazylię, cukinię i pomidory. I czekam…  Kurs niedzielnego ogrodnika pilnie poszukiwany! ;)
Balkon generalnie mamy w stanie opłakanym. Planując remont mieliśmy nadzieję, że pod stosami linoleum będzie po prostu brudno. Okazało się jednak, że podłoga nam pęka ;). Na razie jeszcze się nie sypie, więc plan jest taki, że wpisujemy się na wspólnotową listę oczekujących i czekamy. A na razie zakrywamy wszystko co się da. 
Najpierw szybkie malowanie farbą fasadową, co prawda znacznie droższą od normalnej, ale przynajmniej odporną na szorowanie (Po oknami mamy tak rozjeżdżone drogi i chodniki, że okna myć powinnam co dwa tygodnie, więc biała ściana też nie utrzymuje się długo…).Potem czas przyszedł na podłogę. Zdecydowaliśmy się przykryć ją drewnianymi panelami z IKEA, Szybkie do ułożenia i łatwe do przycięcia. A oto i proces układania, małżonek w akcji ;)



Na balustradzie zostawiliśmy wierzbowe wiązki. Z wyborem mebli nie mieliśmy zbytniego problemu. Po pierwsze ze względu na niewielką powierzchnię gabaryty nie mogły być duże, a co za tym idzie wybór też nie był zbyt wielki, po drugie podobały nam się meble drewniane. Z pomocą znów przyszła Ikea i seria ÄPPLARÖ. Panel na ścianę z półką, mała otwierana skrzynia, która służy nam jako siedzisko i mały taboret-stolik. Do tego parę gadżetów i…. oświetlenie solarne! Ha! Może nieco kiczowate, ale w nocy wygląda bosko i dodaje całości fajnego charakteru. 


Jak widać na załączonych obrazkach, wszyscy są zadowoleni. Pies w siódmym niebie, czyli chyba dobrze ;)
  • Balkonowe historie
Na naszym balkonie zaszły zmiany.Wielkie zmiany, chociaż poszaleć zbytnio tak naprawdę nie mogliśmy. Niespełna 3 m2 baaaardzo nierównej powierzchni ciężko jest zagospodarować. Strategię balkonowej odmiany opracowaliśmy jeszcze zimą. W zamierzeniu miało być ładnie (!), czysto, przytulnie, z miejscem do siedzenia, kolorowo i bardzo zielono. Zamarzył mi się taki mały ogródek, pełen ziół i kwiatów. Ale zapomniałam, że okno mamy południowe i większość moich roślinek nie przetrwało pierwszych intensywnie słonecznych dni. Na razie dzielnie trzymają się tylko pelargonie ;/. Chucham i dmucham na nasturcje, miętę, bazylię, cukinię i pomidory. I czekam…  Kurs niedzielnego ogrodnika pilnie poszukiwany! ;)
Balkon generalnie mamy w stanie opłakanym. Planując remont mieliśmy nadzieję, że pod stosami linoleum będzie po prostu brudno. Okazało się jednak, że podłoga nam pęka ;). Na razie jeszcze się nie sypie, więc plan jest taki, że wpisujemy się na wspólnotową listę oczekujących i czekamy. A na razie zakrywamy wszystko co się da. 
Najpierw szybkie malowanie farbą fasadową, co prawda znacznie droższą od normalnej, ale przynajmniej odporną na szorowanie (Po oknami mamy tak rozjeżdżone drogi i chodniki, że okna myć powinnam co dwa tygodnie, więc biała ściana też nie utrzymuje się długo…).Potem czas przyszedł na podłogę. Zdecydowaliśmy się przykryć ją drewnianymi panelami z IKEA, Szybkie do ułożenia i łatwe do przycięcia. A oto i proces układania, małżonek w akcji ;)



Na balustradzie zostawiliśmy wierzbowe wiązki. Z wyborem mebli nie mieliśmy zbytniego problemu. Po pierwsze ze względu na niewielką powierzchnię gabaryty nie mogły być duże, a co za tym idzie wybór też nie był zbyt wielki, po drugie podobały nam się meble drewniane. Z pomocą znów przyszła Ikea i seria ÄPPLARÖ. Panel na ścianę z półką, mała otwierana skrzynia, która służy nam jako siedzisko i mały taboret-stolik. Do tego parę gadżetów i…. oświetlenie solarne! Ha! Może nieco kiczowate, ale w nocy wygląda bosko i dodaje całości fajnego charakteru. 


Jak widać na załączonych obrazkach, wszyscy są zadowoleni. Pies w siódmym niebie, czyli chyba dobrze ;)

Balkonowe historie

Na naszym balkonie zaszły zmiany.Wielkie zmiany, chociaż poszaleć zbytnio tak naprawdę nie mogliśmy. Niespełna 3 m2 baaaardzo nierównej powierzchni ciężko jest zagospodarować. Strategię balkonowej odmiany opracowaliśmy jeszcze zimą. W zamierzeniu miało być ładnie (!), czysto, przytulnie, z miejscem do siedzenia, kolorowo i bardzo zielono. Zamarzył mi się taki mały ogródek, pełen ziół i kwiatów. Ale zapomniałam, że okno mamy południowe i większość moich roślinek nie przetrwało pierwszych intensywnie słonecznych dni. Na razie dzielnie trzymają się tylko pelargonie ;/. Chucham i dmucham na nasturcje, miętę, bazylię, cukinię i pomidory. I czekam…  Kurs niedzielnego ogrodnika pilnie poszukiwany! ;)

Balkon generalnie mamy w stanie opłakanym. Planując remont mieliśmy nadzieję, że pod stosami linoleum będzie po prostu brudno. Okazało się jednak, że podłoga nam pęka ;). Na razie jeszcze się nie sypie, więc plan jest taki, że wpisujemy się na wspólnotową listę oczekujących i czekamy. A na razie zakrywamy wszystko co się da. 

Najpierw szybkie malowanie farbą fasadową, co prawda znacznie droższą od normalnej, ale przynajmniej odporną na szorowanie (Po oknami mamy tak rozjeżdżone drogi i chodniki, że okna myć powinnam co dwa tygodnie, więc biała ściana też nie utrzymuje się długo…).Potem czas przyszedł na podłogę. Zdecydowaliśmy się przykryć ją drewnianymi panelami z IKEA, Szybkie do ułożenia i łatwe do przycięcia. A oto i proces układania, małżonek w akcji ;)

Na balustradzie zostawiliśmy wierzbowe wiązki. Z wyborem mebli nie mieliśmy zbytniego problemu. Po pierwsze ze względu na niewielką powierzchnię gabaryty nie mogły być duże, a co za tym idzie wybór też nie był zbyt wielki, po drugie podobały nam się meble drewniane. Z pomocą znów przyszła Ikea i seria ÄPPLARÖ. Panel na ścianę z półką, mała otwierana skrzynia, która służy nam jako siedzisko i mały taboret-stolik. Do tego parę gadżetów i…. oświetlenie solarne! Ha! Może nieco kiczowate, ale w nocy wygląda bosko i dodaje całości fajnego charakteru. 

Jak widać na załączonych obrazkach, wszyscy są zadowoleni. Pies w siódmym niebie, czyli chyba dobrze ;)

1 2 3 4 5